Wspomnienia, które nie tracą mocy. Spotkanie pełne historii, humoru i emocji.
Ponad półtorej godziny wspomnień, kilkadziesiąt lat doświadczeń i jedna historia, która wciąż wywołuje te same emocje. Spotkanie z legendami polskiego hokeja w Restauracji MAX w Katowicach okazało się wyjątkowym dopełnieniem gali i wystawy „6:4 Triumf w Spodku”. Kameralna przestrzeń dawnej Olimpijskiej szybko wypełniła się atmosferą, w której przeszłość i teraźniejszość spotkały się przy jednym stole.
W wydarzeniu udział wzięli Henryk Wojtynek, Wiesław Jobczyk oraz Wacław Szwarczuk- postacie, które nie tylko pamiętają Mistrzostwa Świata w Katowicach z 1976 roku, ale same je tworzyły. Spotkanie poprowadził Tadeusz Musioł, a wśród organizatorów znaleźli się również Emanuel Zielosko oraz Krzysztof Wojtanowski. Kibice, pasjonaci i osoby związane z hokejem miały okazję wysłuchać opowieści, których nie znajdzie się w żadnych statystykach.
Od pierwszych minut było jasne, że to nie będzie zwykłe spotkanie wspomnieniowe.
Humor, dystans i lekkość, z jaką bohaterowie tamtych wydarzeń wracali do przeszłości, szybko udzieliły się wszystkim obecnym, a każda historia otwierała kolejną.
- To ja byłem pierwszym, który przewidział Cud nad Rawą – wspominał z uśmiechem Wacław Szwarczuk. Na próbie, przygotowując się do roli spikera, przeczytałem dla żartu, że po pierwszej tercji Polska prowadzi z ZSRR 2:0. Jak się okazało, słowa były prorocze. Wszystkie zagraniczne media dzwoniły do Katowic, by sprawdzić, czy ten wynik rzeczywiście jest prawdą. Myślę, że gdyby UFO wylądowało wtedy w Moskwie, to prędzej by w to uwierzyli, niż w wygraną naszych hokeistów!
Ta historia, jak wiele innych, wywołała mnóstwo uśmiechów, ale też przypomniała skalę tamtego wydarzenia coś, co dziś wydaje się niemożliwe, wtedy stało się faktem.
Wiesław Jobczyk wracał do meczu z perspektywy zawodnika, który znalazł się w centrum wydarzeń:
- Jak zaczęliśmy strzelać, to nie było już mocnych, by nas powstrzymać. Byliśmy w takim gazie, że pokonalibyśmy każdego. To jest do sprawdzenia, ale mogę być jedynym hokeistą na świecie, który podczas Mistrzostw Świata strzelił Sowietom w jednym meczu trzy gole!
Hat-trick przeciwko reprezentacji ZSRR, fakt, który do dziś brzmi jak legenda, a jednak wydarzył się naprawdę. Tym bardziej symboliczne było pytanie, które padło z sali: co stało się z kijem, który Wiesław Jobczyk po meczu wyrzucił w górę? Odpowiedź była równie prosta, co wymowna - do dziś nie wiadomo.
Henryk Wojtynek, z charakterystycznym dla siebie dystansem, wspominał tamten mecz z zupełnie innej perspektywy:
- Marzyliśmy o dobrym wyniku, ale mieliśmy na myśli przegrać mniej niż dychą, a później wszyscy przecieraliśmy oczy. Byłem zmiennikiem Andrzeja w bramce, bo to w dużej mierze jego zasługa. Nasz ekwipunek ważył ze 20 kilo, a jak się spociliśmy, to z 23, a w tym meczu Andrzej fruwał. Ale Andrzej to same kości, więc on się chyba nie pocił!
Nie zabrakło również kulis organizacyjnych, o których opowiadał Wacław Szwarczuk, pokazując, jak wyglądały mistrzostwa „od kuchni”. Dla wielu uczestników była to zupełnie nowa perspektywa, uzupełnienie sportowych emocji o realia pracy, przygotowań i wyzwań, z jakimi mierzyli się organizatorzy.
Spotkanie miało charakter otwarty i interaktywny. Liczne pytania od kibiców pokazały, jak wielkie zainteresowanie wciąż budzi tamten mecz i jego bohaterowie. Był czas na rozmowy, wspólne zdjęcia i autografy, które dla wielu młodszych uczestników miały szczególną wartość.























