"Kluczem nie jest tajna metoda, ale system". Trener reprezentacji Polski U16 Bartłomiej Stępień wziął udział w campie w USA

Kluczem nie jest tajna metoda, ale system - mówi Bartłomiej Stępień o kulisach USA Hockey Development Camp w Buffalo. Trener reprezentacji Polski U16 i szkoleniowiec młodzieży w BS Polonia Bytom wziął udział w programie szkoleniowym U15 USA Hockey National Player Development Camp. W wydarzeniu, które od blisko pół wieku stanowi fundament amerykańskiego systemu szkolenia i gromadzi ponad tysiąc najlepszych młodych hokeistów oraz setki trenerów, uczestniczył jako jeden z dwunastu szkoleniowców z całego świata.
W rozmowie z nami opowiada o pracy na lodzie w USA, nowoczesnym podejściu do nauczania zawodników, roli Bio-Bandingu oraz o wnioskach, które warto przenieść na polskie lodowiska.
Czym dokładnie jest USA Hockey National Player Development Camp?
Bartłomiej Stępień: - To najważniejszy program rozwoju młodzieży w Stanach Zjednoczonych. Historia tego obozu sięga 1977 roku. W kategorii wiekowej U16 oznacza to, że z około 25 tysięcy graczy w całym kraju zaproszenie otrzymuje zaledwie 216 zawodników, co stanowi mniej niż jeden procent. Hokeiści zostają podzieleni na dwanaście zespołów, w każdym składzie znajduje się 18 zawodników z pola i dwóch bramkarzy. Cel programu wykracza daleko poza sam rozwój graczy w ciągu jednego tygodnia. Pokazuje im także, z jakimi wymaganiami, kulturą pracy i podejścia spotkają się na kolejnych etapach kariery, w hokeju juniorskim, uniwersyteckim, w kadrach młodzieżowych, czy wreszcie w sporcie zawodowym. Obok pracy na lodzie równie ważną rolę odgrywają: przygotowanie motoryczne, żywienie w sporcie, trening mentalny, analiza wideo oraz ciągłe dokształcanie trenerów. Nieprzypadkowo eksperci USA Hockey podkreślają, że sukcesy olimpijskie i mistrzowskie reprezentacji USA z ostatnich dekad mają swoje korzenie właśnie w tych programach. Dodatkową motywacją dla chłopców jest fakt, że na korytarzu lodowiska umieszczono tablice z nazwiskami wszystkich byłych uczestników obozu, którzy w późniejszych latach trafili do NHL.
Jak doszło do pana wyjazdu i jaka była pańska rola campie w Buffalo?
- Zaproszenie otrzymałem dzięki wspólnemu, międzynarodowemu programowi wymiany trenerów IIHF oraz USA Hockey. W jego ramach reprezentowałem Polskę jako jeden z dwunastu wybranych szkoleniowców z całego świata. W polskim hokeju coraz więcej mówi się o dbałości o optymalny rozwój młodych zawodników, a ta okazja idealnie wpisywała się w ten cel. Spodziewałem się, że trenerzy zagraniczni będą pełnić głównie rolę obserwatorów, ale już pierwszego dnia okazało się, że chodzi o coś znacznie więcej. Staliśmy się członkami sztabów szkoleniowych z takimi samymi zadaniami i oczekiwaniami jak trenerzy amerykańscy. Planowaliśmy i prowadziliśmy treningi, pracowaliśmy w boksie podczas meczów, uczestniczyliśmy w ewaluacji graczy oraz braliśmy czynny udział w codziennych odprawach szkoleniowych.
Jak pod kątem logistycznym wygląda zarządzanie projektem na taką skalę?
- Sama skala liczby zawodników, z której Amerykanie wybierają, tworzy zupełnie inną rzeczywistość niż w naszym kraju. Wiąże się z tym ogromna odpowiedzialność selekcji na tak wczesnym etapie rozwoju młodego hokeisty. Sama organizacja campu stoi na najwyższym poziomie, logistyka przy takiej liczbie graczy, trenerów i organizatorów robiła wielkie wrażenie. Zostaliśmy podzieleni na 12 zespołów po 18 zawodników i 2 bramkarzy. Każdy sztab składał się z dwóch trenerów USA Hockey, jednego trenera-asystenta z ramienia IIHF oraz kluczowej postaci, team leadera. Bez niego trenerzy nie mieliby możliwości tak profesjonalnego podejścia do spraw treningowych i indywidualnej analizy każdego z graczy. Dzięki tej funkcji każdy zawodnik otrzymał w pełni indywidualne wsparcie.
Jaki zakres wiedzy teoretycznej i praktycznej obejmowały warsztaty dla szkoleniowców?
- Oprócz codziennej pracy na lodzie brałem udział we wszystkich wykładach i warsztatach. Słuchaliśmy o takich zagadnieniach jak długofalowy rozwój zawodnika (Long-Term Athlete Development), American Development Model, Constraint-Led Approach, rozwój umiejętności, Bio-Banding, komunikacja, przygotowanie mentalne czy rola filozofii Federacji. Na koniec dnia odbywały się dyskusje branżowe między trenerami, które były co najmniej tak samo wartościowe jak same wykłady. Ciekawe było to, że trenerzy z różnych krajów potrafili niemal natychmiast włączyć się do wspólnej pracy. Wszyscy posługiwali się tymi samymi zasadami szkoleniowymi, tym samym podejściem i wspólnym „językiem hokejowym”. To może działać wyłącznie w dobrze skonstruowanym, jednolitym systemie rozwoju budowanym przez długie lata.
Co w amerykańskim podejściu do warsztatu trenerskiego zaskoczyło pana najbardziej?
- Ważnym wnioskiem była dla mnie całkowita zmiana perspektywy w podejściu do pracy trenera. Filozofia USA Hockey opiera się na tym, aby jak najwięcej zawodników pozostawało w sporcie jak najdłużej, funkcjonując w jak najlepszym środowisku rozwojowym. Obecnie dostępnych jest bardzo wiele materiałów szkoleniowych, dlatego kluczowe staje się stwierdzenie: „Najważniejszym pytaniem nie jest to, czego uczymy, ale jak to robimy”. Brzmi to prosto, ale w rzeczywistości odwraca dotychczasowe myślenie. Dawniej skupiano się głównie na tym, jakich ćwiczeń użyć lub jakich systemów taktycznych nauczać. Dziś znacznie ważniejszą kwestią jest to, jakie środowisko do nauki tworzymy zawodnikom. To fundament ich nowego modelu kompetencji trenerskich, u podstaw którego leży pięć głównych elementów: stworzenie bezpieczeństwa fizycznego i psychologicznego, świadome planowanie, relacja z zawodnikami oparta na zaufaniu, pozytywne środowisko do nauki, dbanie o to, aby radość z gry zawsze pozostała na pierwszym miejscu. Te kwestie stoją w USA wyżej niż detale techniczne czy taktyczne. Amerykanie uważają, że jeśli te elementy nie funkcjonują prawidłowo, to nawet najlepsze ćwiczenie nie przyniesie efektywnej nauki. Zawsze stosują pozytywną komunikację: nie akcentują tego, czego gracz ma nie robić, lecz pokazują, co chcą u niego zobaczyć. To znacząco podnosi pewność siebie oraz kreatywność zawodników. Wiele mówiło się o koncepcji Constraint-Led Approach (CLA), która dla mnie jest znana dopiero od tego roku oraz Bio-Bandingu.
Jak to wygląda w praktyce?
- Constraint-Led Approach (CLA – podejście do nauczania oparte na ograniczeniach środowiskowych i indywidualnych) było tam fundamentem, praktycznie każdy trening realizował tę koncepcję. Celem nie jest powtarzanie przez hokeistów wyuczonych na pamięć schematów. Zawodnik, który potrafi wykonać tylko to, co każe mu trener, natychmiast traci pomysły, gdy przeciwnik zrobi coś nieprzewidywalnego. My natomiast chcemy wychowywać graczy potrafiących rozwiązywać problemy - takich, którzy myślą w sytuacjach meczowych i podejmują decyzje. Gracze rozwijają się najbardziej wtedy, gdy sami znajdują rozwiązania. Zamiast podawać gotowe odpowiedzi, trener tak modyfikuje warunki zadania – przestrzeń, czas, liczbę graczy czy zasady – aby zawodnik musiał sam zaobserwować sytuację, dostosować się i znaleźć rozwiązanie. Co ważne, model CLA stosuje się tam również do samooceny trenera – np. poprzez mierzenie własnego czasu objaśnień, zwięzłość przekazu i kontrolę uwagi zawodników podczas demonstracji. Niezwykle użyteczne w ich programie jest również praktyczne zastosowanie Bio-Bandingu, gdzie dojrzałość biologiczna jest często ważniejszą informacją niż wiek kalendarzowy. Podział według rocznika urodzenia nadal pozostaje istotny, ale uwzględnianie wieku biologicznego przy grupowaniu graczy kryje w sobie duży potencjał. Uważam, że warto w przyszłości wypróbować to rozwiązanie u nas i sprawdzić, co może wnieść do rozwoju młodych polskich zawodników.
Jaka jest najważniejsza myśl, którą chciałby Pan przekazać polskiemu środowisku trenerskiemu po powrocie z USA?
- Duże wrażenie zrobił na mnie wykład Boba Manciniego, jednej z kluczowych postaci programu rozwoju USA Hockey. Ujął to bardzo trafnie: kluczem do sukcesu nie jest tajne ćwiczenie ani magiczna metoda, lecz konsekwentne stosowanie właściwych zasad szkoleniowych przez długie lata. Trwałe rezultaty nie biorą się z krótkoterminowych projektów czy pojedynczych inicjatyw, ale z długofalowo i konsekwentnie budowanego, jednolitego systemu, który opiera się na współpracy wszystkich podmiotów w danej dyscyplinie. To kierunek, w którym jako środowisko musimy zmierzać.













