GKS Tychy zakończył swój udział w Champions Hockey League na fazie ligowej. Nie było sensacyjnych wygranych i walki o awans do fazy pucharowej. Była za to dobra gra i pozostawione po sobie dobre wrażenie. Mistrzowie Polski pokazali, że potrafią się postawić nawet najlepszym drużynom w Europie.
Nie pozostawili złudzeń
Pierwszy mecz Tyszanie rozegrali z mistrzem Czech - HC Dynamo Pardubice. Pardubiczanie dysponują naprawdę świetnym składem. W ich składzie można znaleźć byłych zawodników NHL czy wybitnych reprezentantów Czech jak choćby żyjąca legenda czeskiego hokeja - Roman Cervenka.
Nie był to najlepszy mecz w wykonaniu podopiecznych Pekki Tirkkonena. Czesi świetnie zaczęli to spotkanie. Już po pierwszej odsłonie gospodarze prowadzili 3:0. Nieco lepsza dla Trójkolorowych była druga tercja, choć też przegrana - 0:1. Mistrzowie Czech przypieczętowali swoje zwycięstwo w ostatnich dwudziestu minutach, strzelając dwie bramki. Była to wysoka porażka, jednak tyscy hokeiści szybko wyciągnęli wnioski.
Było blisko
Reprezentanci naszego kraju w tych rozgrywkach, niedługo potem rozegrali kolejny mecz. Nie musieli jechać daleko, bowiem ich kolejnym rywalem była drużyna z Pilzna. Często w komentarzach pojawiały się głosy, że były to “Derby Piwne”. Zarówno Tychy, jak i Pilzno słyną z produkcji piwa.
Drugi mecz w kraju za naszą południową granicą był znacznie lepszy w wykonaniu GKS-u Tychy. Po pierwszych dwudziestu minutach, to polska drużyna prowadziła 1:0. Trójkolorowych zgubiła gra w osłabieniu. Podczas jednej przewagi rywali, HC Skoda Pilzno wykorzystała ten okres gry i wyrównała. Ostateczny cios padł w 52. minucie. Był czas na odrobienie strat, jednak Czesi dobrze się bronili i nie pozwolili Tyszanom na zdobycie pierwszego punktu w tej edycji Champions Hockey League.
Szwajcarskie odwiedziny
W trzeciej i czwartej kolejce Champions Hockey League, Tyszanie gościli Szwajcarów. W pierwszym meczu, do Tychów przyjechała drużyna z Davos. Spotkanie jednak nie zaczęło się najlepiej dla mistrzów Polski. Po pierwszej tercji przegrywali bowiem 0:2. Podopieczni Pekki Tirkkonena robili wszystko by wrócić do meczu. Jednak gole Bartłomieja Pociechy i Jakuba Janika nie dały nawet jednego punktu, a HC Davos zwyciężyło 4:2.
Dwa dni później do Polski zawitała drużyna HC Servette Genewa. Tyska drużyna pokazała kawał solidnego hokeja. Ponadto w świetnej dyspozycji był Tomas Fucik, który uchronił niejednokrotnie swoją drużynę przed utratą bramki. Nie miał jednak nic do powiedzenia przy strzale Viliego Saarijarviego. Mistrzowie Polski znów musieli się obejść smakiem.
Upragniony punkt
Na początku października, hokeiści GKS-u Tychy udali się do Niemiec. Ich rywalem bowiem była drużyna wicemistrza Niemiec - Adler Mannheim. W drużynie “Orłów” gra od wielu lat Matthias Plachta. Syn Jacka Płachty - byłego reprezentanta Polski, selekcjonera reprezentacji Polski, a aktualnie trenera GKS-u Katowice.
Mecz z drużyną z Mannheim nie rozpoczął się dobrze dla Trójkolorowych. Zaczęli bowiem od straty dwóch bramek. Jednak jeszcze w pierwszej odsłonie, nadzieję w drużynę tchnął Bartłomiej Jeziorski. Tyszanie świetnie weszli w drugą odsłonę. Swój rajd golem zakończył Leevi Viitala, który debiutował w barwach GKS-u. Gospodarze szybko odpowiedzieli i znów wyszli na prowadzenie. Wtedy do akcji wkroczył Alan Łyszczarczyk. Podczas gry w przewadze znów dał remis swojej drużynie. Wydawało się, że gol na 4:3 w wykonaniu gospodarzy zakończy sprawę. Nic bardziej mylnego, bowiem Mateusz Bryk kropnął z całej siły wprost w okienko niemieckiej bramki. Tyszanie zatem znów wyrównali, a gol reprezentanta Polski został nominowany do goli kolejki. Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, a w rzutach karnych lepsi okazali się być niemieccy hokeiści. Swój najazd, jako jedyny zawodnik gości wykorzystał Alan Łyszczarczyk.
Tyszanie przegrali 4:5 i zdobyli swój pierwszy i jak się potem okazało ostatni punkt w tej edycji Champions Hockey League.
Porażka na koniec
Tappara Tempere - Mistrzowie Finlandii, byli ostatnim rywalem GKS-u Tychy w tej edycji ligi mistrzów. Wynik już po 123 sekundach otworzył Szymon Kucharski. Rywale wyrównali w 14. minucie, ale na 35 sekund przed przerwą znów gospodarze wyszli na prowadzenie za sprawą Henriego Knuutinena.
Finowie pokazali moc w drugiej odsłonie, którą wygrali 4:0. Trzecia tercja, choć była kontrolowana przez rywali Tyszan, była znacznie lepsza w wykonaniu gospodarzy. Najpierw jednak mistrzowie Finlandii podwyższyli prowadzenie, jednak Lauri Sertti zdołał zdobyć gola dla Trójkolorowych i mecz zakończył się wynikiem 3:6.
Wyniki GKS-u Tychy w Champions Hockey League:
HC Dynamo Pardubice - GKS Tychy 6:0
HC Skoda Pilzno - GKS Tychy 2:1
GKS Tychy - HC Davos 2:4
GKS Tychy - HC Servette Genewa 0:1
Adler Mannheim - GKS Tychy 5:4k.
GKS Tychy - Tappara Tempere 3:6
Ciekawostki:
- Na wyróżnienie zasługuje postawa Tomasa Fucika. Bramkarz reprezentacji Polski zakończył te rozgrywki z największą liczbą obronionych strzałów. W sześciu spotkaniach obronił aż 203 strzały. Dla porównania, drugi bramkarz z największą liczbą obronionych strzałów - Quentin Papillon obronił 132 razy.
- Pierwszy raz zdarzyła się sytuacja, w której wszyscy rywale jakiegokolwiek polskiego zespołu awansowali do fazy pucharowej.
- Po raz pierwszy polska drużyna nie wygrała meczu w fazie ligowej lub grupowej.



.png)









